Czy jestem DDA? Jak doświadczenia z dzieciństwa mogą wpływać na dorosłe życie

 

„Nie wiem, czy jestem DDA. W moim domu nie było przecież aż tak źle...” To zdanie słyszę bardzo często. 
Czasem wypowiada je osoba, której tata pił alkohol.
Czasem ktoś, kto wychowywał się z mamą cierpiącą na depresję.
Ktoś inny opowiada o domu, w którym nigdy nie było przemocy fizycznej, ale codziennie obecne były krzyk, napięcie, obrażanie się, przewidywanie humorów dorosłych albo poczucie, że jako dziecko trzeba było być bardziej dorosłym niż własny rodzic.
Po chwili zwykle pada jeszcze jedno zdanie: „Może przesadzam. Inni mieli przecież gorzej.”
To zdanie słyszę równie często.
I właśnie ono sprawia, że wiele osób przez długie lata nie zadaje sobie pytania: Co właściwie zostawiło we mnie moje dzieciństwo?

 

Czy DDA to diagnoza?

To jedno z najczęściej zadawanych pytań. Krótka odpowiedź brzmi: Nie.

DDA, czyli Dorosłe Dziecko Alkoholika, nie jest zaburzeniem psychicznym ani diagnozą medyczną. Nie znajdziemy go ani w klasyfikacji ICD-11, ani w DSM-5. To określenie opisuje osoby, które dorastały w rodzinie z problemem alkoholowym i których sposób przeżywania świata oraz budowania relacji został ukształtowany przez takie doświadczenia.
Nie jest więc etykietą określającą człowieka. Jest raczej próbą nazwania historii, która mogła pozostawić trwały ślad.
I właśnie słowo „historia” wydaje mi się tutaj najważniejsze.
Bo DDA nie mówi o tym, kim jesteś.
Mówi raczej o tym, w jakich warunkach dorastałeś.

 

Czy ta etykieta jest potrzebna?

To zależy.
Dla części osób nazwanie swoich doświadczeń przynosi ogromną ulgę. Nagle wiele rzeczy zaczyna mieć sens. Dlatego tak trudno mi odpoczywać. Dlatego ciągle czuję się odpowiedzialna za wszystkich. Dlatego każda krytyka tak bardzo mnie boli.
Inni mówią jednak: Dobrze... ale co właściwie zmienia to, że nazwę siebie DDA? I to również jest bardzo dobre pytanie.
Bo w psychoterapii zwykle nie pracujemy z etykietą. Pracujemy z historią człowieka. Z tym, czego nauczył się o sobie. O innych. O świecie. Z przekonaniami, które kiedyś pomagały przetrwać, ale dziś często utrudniają spokojne życie.
Dlatego znacznie ważniejsze od pytania: „Czy jestem DDA?” bywa pytanie: „Jak moje dzieciństwo wpłynęło na to, kim jestem dzisiaj?”

 

A jeśli w moim domu nie było alkoholu?

To również bardzo częste pytanie.
Coraz częściej mówi się nie tylko o DDA, ale również o DDD – Dorosłych Dzieciach z Rodzin Dysfunkcyjnych.

Bo alkohol jest tylko jedną z wielu możliwych przyczyn. Podobne konsekwencje mogą pozostawić również:

  • przewlekłe konflikty, 
  • przemoc, 
  • emocjonalna niedostępność rodziców, 
  • choroba psychiczna opiekuna, 
  • uzależnienia, 
  • ciągły chaos, 
  • nadmierna kontrola, 
  • parentyfikacja, czyli sytuacja, w której dziecko zbyt wcześnie przejmuje odpowiedzialność za dorosłych, 
  • brak poczucia bezpieczeństwa i przewidywalności. 

To właśnie dlatego współczesna psychologia coraz częściej odchodzi od pytania: „Czy jestem DDA?” na rzecz pytania: „Jakie doświadczenia ukształtowały mój sposób przeżywania świata?”
Bo dwie osoby mogą określać siebie jako DDA i funkcjonować zupełnie inaczej. Jedna będzie budowała satysfakcjonujące relacje i prowadziła spokojne życie. Druga może zmagać się z przewlekłym lękiem, trudnościami w regulacji emocji, problemami z bliskością czy objawami traumy.
Jednocześnie osoby, które nie wychowywały się w rodzinie z problemem alkoholowym, ale dorastały w atmosferze ciągłego napięcia, chłodu emocjonalnego lub nieprzewidywalności, mogą doświadczać bardzo podobnych trudności.
To nie etykieta decyduje o cierpieniu.
Znacznie większe znaczenie mają konkretne doświadczenia oraz sposób, w jaki wpłynęły one na rozwój układu nerwowego, poczucie bezpieczeństwa i obraz samego siebie.

 

Nie chodzi o objawy. Bardziej o ślady, jakie dzieciństwo mogło zostawić w dorosłym życiu.

Każdy człowiek reaguje inaczej. Nie istnieje lista cech, która pozwala z całą pewnością powiedzieć: „tak, jesteś DDA”.
Są jednak doświadczenia, które wiele osób wychowujących się w nieprzewidywalnym środowisku opisuje bardzo podobnie.
Jeżeli odnajdziesz u siebie kilka z poniższych punktów, potraktuj je nie jako diagnozę, ale jako zaproszenie do większej ciekawości wobec samego siebie.

  1. Trudno Ci naprawdę odpoczywać
    Nawet podczas urlopu masz poczucie, że powinieneś robić coś pożytecznego.
    Bezczynność bardziej niepokoi niż relaksuje.
  2. Czujesz się odpowiedzialny za emocje innych
    Łatwo wyczuwasz napięcie. Próbujesz łagodzić konflikty. Często zapominasz przy tym o sobie.
  3. Bardzo boisz się popełniać błędy
    Najdrobniejsza pomyłka potrafi uruchomić lawinę samokrytycznych myśli.
  4. Trudno Ci prosić o pomoc
    Masz poczucie, że powinieneś poradzić sobie sam. Proszenie o wsparcie wydaje się oznaką słabości.
  5. Niełatwo Ci zaufać ludziom
    Nawet bliskie relacje bywają źródłem niepewności.
  6. Łatwiej troszczysz się o innych niż o siebie
    Pomaganie przychodzi naturalnie. Znacznie trudniej odpowiedzieć na pytanie: A czego ja teraz potrzebuję?
  7. Masz trudność z odczuwaniem własnych emocji
    Potrafisz opowiedzieć o faktach. Znacznie trudniej nazwać to, co dzieje się w środku.
  8. Konflikty bardzo Cię obciążają
    Nawet zwykła różnica zdań może wywołać silny lęk lub potrzebę natychmiastowego załagodzenia sytuacji.
  9. Ciągle analizujesz zachowanie innych
    Czy na pewno się nie obraził? Może powiedziałam coś nie tak? To pytania, które pojawiają się zaskakująco często.
  10. Trudno Ci uwierzyć, że jesteś wystarczający
    Pochwały bywają krępujące. Komplementy łatwo umniejszyć. Za to własne błędy pamięta się latami.
  11. Ciągle jesteś w gotowości
    Nawet kiedy wszystko układa się dobrze, organizm zachowuje się tak, jakby za chwilę miało wydarzyć się coś złego.
  12. Sukces Cię nie uspokaja
    Po osiągnięciu celu nie pojawia się ulga. Od razu pojawia się kolejny obowiązek.

 

Dlaczego tak się dzieje?

Dziecko wychowujące się w nieprzewidywalnym środowisku uczy się przede wszystkim przetrwania. Staje się uważne. Przewiduje reakcje dorosłych. Tłumi emocje. Dostosowuje się. Przejmuje odpowiedzialność.
Są to strategie, które w dzieciństwie często naprawdę pomagają.
Problem polega na tym, że układ nerwowy nie zawsze zauważa, że zagrożenie już minęło. Dlatego dorosły człowiek może nadal żyć tak, jakby bezpieczeństwo zależało od ciągłej kontroli, perfekcyjnego wykonywania obowiązków albo zadowalania innych.
Współczesna wiedza o traumie pokazuje, że przewlekły stres w dzieciństwie wpływa nie tylko na wspomnienia, ale także na sposób regulacji emocji, funkcjonowanie układu nerwowego i przekonania o sobie oraz innych ludziach.
To nie jest kwestia „słabego charakteru”. To ślad po tym, do czego organizm musiał się kiedyś przystosować.

 

Czy można to zmienić?

Tak.
Choć doświadczeń z dzieciństwa nie da się wymazać, można zmienić sposób, w jaki wpływają na nasze obecne życie.
Psychoterapia nie polega na obwinianiu rodziców ani na rozdrapywaniu przeszłości. Polega na lepszym zrozumieniu siebie. Na odkrywaniu przekonań, które kiedyś pomagały przetrwać. Na uczeniu się nowych sposobów regulowania emocji, budowania relacji i dbania o własne granice.

Coraz więcej badań pokazuje również, że w pracy z traumą rozwojową skuteczne są nie tylko metody oparte na rozmowie, ale także podejścia uwzględniające sposób, w jaki trudne doświadczenia zapisują się w układzie nerwowym, takie jak terapia EMDR.

 

Na zakończenie

Być może po przeczytaniu tego artykułu nadal nie wiesz, czy określenie DDA pasuje właśnie do Ciebie.
I być może... to wcale nie jest najważniejsze.
Znacznie ważniejsze jest to, czy podczas czytania pojawiły się myśli:
"To trochę o mnie."
"Tak właśnie się czuję."
"Nigdy wcześniej nie patrzyłam na to w ten sposób."
Bo psychoterapia nie polega na szukaniu kolejnych etykiet.
Polega na zrozumieniu własnej historii.
Na odkrywaniu, że wiele zachowań, które dziś wydają się problemem, kiedyś było najlepszym sposobem poradzenia sobie z rzeczywistością.
Nie wybierałeś domu, w którym dorastałeś.
Nie miałeś wpływu na to, czego nauczył Cię o świecie.
Masz jednak wpływ na to, co zrobisz z tą wiedzą dzisiaj.
I to jest dobra wiadomość.
Bo nawet jeśli dzieciństwo zostawiło w Tobie głębokie ślady, nie oznacza to, że muszą one decydować o całym Twoim dorosłym życiu.

 

Kobieta na plaży