A jeśli widzisz w sobie głównie wady? Jak odkryć własne zasoby
Zapytaj kogoś, co w sobie chciałby zmienić, a odpowiedź prawdopodobnie pojawi się szybko.
Za bardzo się przejmuję.
Nie potrafię odmawiać.
Brakuje mi pewności siebie.
Jestem zbyt chaotyczny.
Nie jestem wystarczająco konsekwentny.
Powinienem być silniejszy.
A teraz spróbuj odpowiedzieć na inne pytanie: Co już w Tobie jest i pomaga Ci radzić sobie z życiem?
Tu często zapada cisza. Nie dlatego, że niczego takiego nie ma. Czasem po prostu znacznie lepiej nauczyliśmy się zauważać to, czego nam brakuje, niż to, z czego już korzystamy.
Dlaczego łatwiej dostrzec własne braki niż zasoby?
Niektórzy ludzie niemal automatycznie zauważają swoje błędy. Po dobrze wykonanym zadaniu myślą o jednym zdaniu, które można było powiedzieć lepiej. Po spotkaniu przypominają sobie moment, w którym poczuli się niezręcznie.
Kiedy ktoś ich chwali, odpowiadają:
- „Każdy by to zrobił.”
- „Miałem szczęście.”
- „To naprawdę nic wielkiego.”
Za to własna pomyłka potrafi zostać w pamięci bardzo długo.
Nie musi to wynikać ze „złego charakteru”. Jeżeli przez wiele lat byłeś częściej oceniany niż doceniany, porównywany z innymi, zawstydzany albo musiałeś bardzo dużo od siebie wymagać, zauważanie niedociągnięć mogło stać się czymś niemal automatycznym.
Podobnie działa perfekcjonizm. Jeżeli punktem odniesienia jest nie to, co zrobiłeś, ale to, jak daleko było do ideału, nawet duży wysiłek może wydawać się niewystarczający. Wtedy zasoby stają się niewidoczne. Nie dlatego, że ich nie masz. Dlatego, że nie nauczyłeś się traktować ich jako informacji o sobie.
„Przecież to nic takiego”
To zdanie słyszę bardzo często.
Ktoś opowiada, że przez kilka lat opiekował się chorą osobą. Ale przecież trzeba było.
Że po trudnym rozstaniu zorganizował życie od początku. Nie miałem wyboru.
Że mimo ogromnego lęku poszedł na ważne badanie. Każdy by poszedł.
Że po wielu latach po raz pierwszy powiedział komuś „nie”. To przecież jedno słowo.
Z zewnątrz można zobaczyć wytrwałość, odpowiedzialność, odwagę, zdolność do działania mimo lęku albo uczenie się stawiania granic. Od środka człowiek często widzi tylko: „Zrobiłem to, co musiałem.”
I właśnie w ten sposób można przez lata korzystać ze swoich zasobów, jednocześnie będąc przekonanym, że właściwie się ich nie ma.
Zasób to nie to samo co „zaleta”
Kiedy mówimy o zasobach, łatwo pomyśleć o szkolnej liście mocnych stron: jestem pracowity, odpowiedzialny, empatyczny, inteligentny. Ale zasoby są znacznie szerszym pojęciem.
Zasobem może być coś w Tobie:
- umiejętność zauważania swoich emocji,
- ciekawość,
- poczucie humoru,
- zdolność uczenia się,
- doświadczenie,
- wytrwałość,
- kreatywność,
- umiejętność proszenia o pomoc.
Może być nim także coś pomiędzy Tobą a innymi ludźmi:
- osoba, do której możesz zadzwonić,
- relacja, w której nie musisz niczego udowadniać,
- grupa ludzi, przy których czujesz się bezpiecznie,
- specjalista, z którego pomocy potrafisz skorzystać.
Zasób może być również bardzo konkretny:
- spacer,
- muzyka,
- pies śpiący obok,
- ogród,
- stały rytuał dnia,
- plan zapisany na kartce,
- miejsce, w którym łatwiej Ci oddychać,
- wiedza, że kiedy jest źle, potrafisz poprosić konkretną osobę o pomoc.
Nie wszystkie zasoby mieszczą się więc w odpowiedzi na pytanie: „Jaki jestem?” Czasami znacznie lepsze pytanie brzmi: „Co pomaga mi wracać do siebie, kiedy robi się trudno?”
Odwaga nie oznacza braku lęku
Z własnymi zasobami mamy jeszcze jeden problem. Często wyobrażamy je sobie w wersji idealnej.
- Jeżeli jestem odważny — nie powinienem się bać.
- Jeżeli jestem silny — nie powinienem potrzebować pomocy.
- Jeżeli potrafię stawiać granice — powinienem robić to bez poczucia winy.
- Jeżeli jestem odporny — trudne doświadczenia nie powinny mnie tak mocno dotykać.
Tylko że w rzeczywistości te rzeczy mogą istnieć jednocześnie.
- Możesz się bać i jednocześnie zachować się odważnie.
- Możesz rozpłakać się podczas trudnej rozmowy i nadal postawić granicę.
- Możesz być samodzielny i umieć poprosić o pomoc.
- Możesz potrzebować odpoczynku i nadal być odpowiedzialnym człowiekiem.
- Możesz przeżywać kryzys i jednocześnie korzystać z ogromnej liczby sposobów, które pomagają Ci przez ten kryzys przejść.
Zasób nie musi usuwać trudności. Czasami ujawnia się właśnie w sposobie, w jaki przez nią przechodzisz.
Nie każda trudna cecha ma „dobrą stronę”
W tym miejscu warto uważać na popularny sposób mówienia o mocnych stronach.
Jesteś uparty? To znaczy, że jesteś wytrwały.
Kontrolujesz wszystko? Jesteś po prostu odpowiedzialny.
Nie potrafisz odmówić? To dlatego, że jesteś taki empatyczny.
Nie zawsze. Nie trzeba zamieniać każdej trudności w zaletę. Kontrolowanie wszystkiego może być wyczerpujące. Nadmierna odpowiedzialność za innych może prowadzić do przeciążenia. Perfekcjonizm może odbierać satysfakcję nawet wtedy, kiedy robisz rzeczy bardzo dobrze. A ciągłe radzenie sobie samemu może sprawić, że pomoc pojawia się dopiero wtedy, kiedy naprawdę nie masz już siły.
Jednocześnie warto zapytać: Jakie umiejętności rozwinąłem, próbując sobie z tym wszystkim poradzić? To nie to samo.
Nie mówimy: Dobrze, że musiałes przejść przez trudne rzeczy, bo dzięki temu jesteś silniejszy. Możemy natomiast zauważyć: Skoro przez to przeszedłeś — być może po drodze nauczyłeś się czegoś, co nadal masz do dyspozycji.
Niektóre zasoby powstały, kiedy naprawdę były potrzebne
Czasem coś, co dzisiaj sprawia trudność, kiedyś miało bardzo konkretną funkcję.
Dziecko, które nauczyło się szybko rozpoznawać nastrój dorosłych, mogło dzięki temu unikać konfliktów. Osoba, która wcześnie stała się bardzo samodzielna, być może po prostu nie mogła liczyć na wystarczające wsparcie. Ktoś, kto nauczył się wszystko planować i kontrolować, mógł dorastać w świecie, w którym wiele rzeczy było nieprzewidywalnych.
To nie znaczy, że trzeba dziś zachować wszystkie te sposoby działania. Niektóre z nich mogą kosztować bardzo dużo. Warto rozróżnić strategię, która już przestała pomagać, od kompetencji, która rozwinęła się dzięki jej używaniu.
Może nie potrzebujesz już kontrolować wszystkiego. Ale być może naprawdę dobrze przewidujesz konsekwencje i organizujesz działania. Może nie musisz już być odpowiedzialny za emocje wszystkich wokół. Ale być może masz dużą zdolność zauważania tego, co dzieje się z drugim człowiekiem.
Psychoterapia nie zawsze polega więc na „pozbywaniu się” czegoś. Czasem chodzi o to, żeby odzyskać wybór: z czego chcę nadal korzystać, a czego już nie muszę robić automatycznie.
Zasoby często widać w historii, nie w deklaracjach
Jeśli trudno Ci odpowiedzieć na pytanie: Jakie są moje mocne strony? spróbuj nie odpowiadać. Zamiast tego przypomnij sobie konkretne sytuacje.
Pomyśl o czymś trudnym, przez co już przeszedłeś.
Co wtedy robiłeś? Kto Ci pomagał? Co pozwoliło Ci wytrzymać kolejny dzień?
- Czy szukałeś informacji?
- Czy rozmawiałeś z kimś?
- Czy działałeś mimo lęku?
- Czy potrafiłeś poczekać?
- Czy znalazłeś sposób, żeby choć przez chwilę odetchnąć?
- Czy w pewnym momencie powiedziałeś: „już wystarczy”?
Pomyśl o sytuacji, którą udało Ci się zmienić.
Co zrobiłeś inaczej niż wcześniej? Czego musiałes się nauczyć? Z czego zrezygnowałeś? Kogo dopuściłeś do siebie?
Pomyśl o zwykłym tygodniu.
Co robisz tak często, że przestałeś uważać to za umiejętność?
- Organizujesz życie rodziny?
- Pamiętasz o innych?
- Potrafisz znaleźć informacje?
- Dobrze rozwiązujesz praktyczne problemy?
- Umiesz rozładować napięcie żartem?
- Wracasz do obowiązków po trudniejszym dniu?
- Potrafisz zauważyć, kiedy masz już dosyć?
To właśnie tutaj często ukrywają się zasoby. Nie w wielkich deklaracjach. W zwyczajnych sposobach radzenia sobie z własnym życiem.
A proszenie o pomoc?
To jeden z ciekawszych przykładów. Wiele osób traktuje potrzebę pomocy jako dowód, że sobie nie radzą. Tymczasem rozpoznanie: „Tego sam nie udźwignę” może być oznaką bardzo dobrej orientacji we własnych możliwościach.
Zasobem może być nie tylko: Potrafię zrobić to sam. Równie ważne może być: Wiem, kiedy nie muszę robić tego sam.
Nie musisz być wyjątkowy
Zasoby nie mają służyć tworzeniu nowej wersji perfekcjonizmu. Nie chodzi o to, żeby po przeczytaniu tego tekstu znaleźć w sobie dziesięć wyjątkowych cech, wpisać je do notesu i zacząć udowadniać sobie, że jesteś wartościowym człowiekiem.
Nie musisz być wyjątkowy. Nie musisz nawet szczególnie dobrze czuć się ze sobą, żeby zacząć zauważać fakty.
Możesz zacząć znacznie prościej:
- Co już potrafię?
- Co kiedyś mi pomogło?
- Do kogo mogę się zwrócić?
- Co pomaga mojemu ciału trochę się uspokoić?
- Co daje mi poczucie sensu albo przyjemności?
- Po czym poznaję, że zaczynam sobie lepiej radzić?
- I być może najważniejsze: Co robię codziennie, czego już nawet nie zauważam, bo wydaje mi się oczywiste?
Spróbuj spojrzeć na siebie jak na kogoś, kogo dopiero poznajesz
Przez kilka dni obserwuj siebie bez oceniania. Nie szukaj „zalet”. Szukaj informacji.
- Kiedy było Ci trudno - co zrobiłeś?
- Kiedy napięcie spadło choć trochę - co się wtedy wydarzyło?
- Kiedy udało Ci się powiedzieć „nie” - co Ci w tym pomogło?
- Kiedy wróciłeś do równowagi po trudnym dniu - dzięki czemu?
- Kiedy poprosiłeś o pomoc - skąd wiedziałeś, że właśnie jej potrzebujesz?
Tak zaczyna powstawać coś znacznie bardziej użytecznego niż lista mocnych stron. Mapa tego, z czego naprawdę możesz korzystać.
Na zakończenie
Być może znacznie łatwiej jest Ci powiedzieć, czego Ci brakuje:
- Pewności siebie.
- Spokoju.
- Konsekwencji.
- Odwagi.
- Umiejętności odpuszczania.
Ale człowiek nie składa się wyłącznie z rzeczy, których jeszcze nie potrafi. Jest w Tobie także cała historia tego, jak do tej pory sobie radziłeś.
- Ludzie, których potrafiłeś znaleźć.
- Rzeczy, których się nauczyłeś.
- Sposoby, dzięki którym wracałeś do równowagi.
- Decyzje, które podjąłeś mimo lęku.
- Granice, które choć raz udało Ci się postawić.
- Miejsca, relacje, zainteresowania i drobne rytuały, dzięki którym przez chwilę było łatwiej.
Nie chodzi o udawanie, że trudności nie istnieją. Chodzi o zobaczenie pełniejszego obrazu. Nie tylko: „Czego mi brakuje?” Ale również: „Co już mam - i być może zbyt długo tego nie zauważałem?”
